Pewnie myślisz: wirtualne wyzwanie to gloryfikowany trening z medalem z Aliexpress. Rozumiem ten sceptycyzm. Ja też tak myślałem. A potem przyszła pandemia i miliony ludzi odkryły coś dziwnego. Że bieganie bez tłumu, bez linii startu i bez presji czasowej ma w sobie coś czego brakuje tradycyjnym biegom.
Pandemia zmieniła bieganie
W marcu 2020 roku odwołano prawie każdy bieg na świecie. Ludzie zostali sami. Bez imprez biegowych, bez celów, bez medali. I co zrobili? Zaczęli biegać więcej niż kiedykolwiek. Dane są jednoznaczne. Użytkownicy MapMyRun zalogowali o 68 procent więcej kilometrów niż rok wcześniej. Garmin o 31 procent. Fitbit o 22 procent. RunRepeat przepytał prawie 4000 biegaczy i okazało się że 28 procent aktywnych biegaczy zaczęło biegać właśnie podczas pandemii. 57 procent badanych startowało w wirtualnych biegach. Bez linii startu. Bez tłumu. Bez zdjęcia na mecie. I mimo to biegli.
Co dostajesz
Wirtualne wyzwanie to nie "po prostu bieganie". To struktura. Dostajesz konkretny cel. Dystans do pokonania. Nie "biegnij ile chcesz", tylko "masz 42 kilometry do zrobienia". Albo 100. Albo 10. Konkretna liczba która daje kierunek. Dostajesz śledzenie postępów. Każdy kilometr się sumuje. Widzisz na ekranie ile zrobiłeś i ile zostało. To jest ta sama dopamina która działa w grach wideo. Pasek postępu. Ludzie kochają paski postępu. Dostajesz deadline. Nie nieskończony czas na "kiedyś przebiegnę". Konkretna data. Coś co mobilizuje. I dostajesz fizyczny medal. Nie plik PDF. Nie badge w aplikacji. Prawdziwy, metalowy medal który możesz powiesić na ścianie. Fizyczny dowód że się udało.
Co tracisz
Tłumy. Stres przedstartowy. Podróż na miejsce biegu. Koszt parkingu, hotelu, dojazdu. Startowanie w dużym biegu to inwestycja. Opłata startowa w maratonie to od 400 do 1200 złotych. Hotel na dwie noce to kolejne 500 do 1500. Dojazd. Jedzenie. Łącznie łatwo przekroczysz 2000 złotych za jeden weekend. Wirtualne wyzwanie kosztuje ułamek tej kwoty. Biegniesz kiedy chcesz, gdzie chcesz. Nie musisz brać wolnego w pracy. Nie musisz szukać opiekunki do dzieci. Tracisz też atmosferę wielkiego biegu. To prawda. Ale jeśli nigdy nie startowałeś w biegu, to nie wiesz czy ta atmosfera Ci odpowiada. Dla wielu osób tłum i hałas to stres, nie motywacja.
Dla kogo to jest
Ludzie z nieregularnym harmonogramem. Pracujesz na zmiany? Masz małe dzieci? Jesteś freelancerem który nigdy nie wie jak będzie wyglądał jutrzejszy dzień? Wirtualne wyzwanie dopasowuje się do Ciebie, nie odwrotnie. Introwertycy. Nie każdy chce stać w tłumie 5000 osób o 6 rano i czekać na strzał z pistoletu. Niektórzy wolą wyjść sami o 7 i biegać w ciszy. Osoby z lękiem społecznym. Pisałem o tym w artykule o strachu przed bieganiem przy ludziach. Wirtualne wyzwanie eliminuje publiczność. Biegniesz dla siebie. Rodzice małych dzieci. Możesz biegać o 5:30 rano zanim dzieci się obudzą. Albo o 21 kiedy zasną. Bez logistyki dojazdu na bieg.
Ale czy medal nie jest udawany?
Ten medal jest dokładnie tak samo prawdziwy jak medal z biegu stacjonarnego. Metalowy. Ciężki. Z nazwą wyzwania i dystansem. Różnica? Na biegu stacjonarnym dostajesz medal za przekroczenie linii mety. W wirtualnym wyzwaniu dostajesz medal za pokonanie dystansu. W obu przypadkach przebiegałeś tę samą odległość. Twoje nogi nie wiedzą czy trasa prowadziła po ulicach Warszawy czy po parku obok domu. System działa na zasadzie honoru. Nikt nie sprawdza Twoich kilometrów z zegarka i GPS em. Ale kogo będziesz oszukiwać? Siebie? Medal wisi na ścianie i wiesz dokładnie co za nim stoi. To jest Twoja prawda.
88 procent kończy
Programy treningowe bez konkretnego celu mają około 35 procent wskaźnik ukończenia. Większość ludzi rzuca po kilku tygodniach. Pisałem o tym przy okazji Couch to 5K, gdzie 64 procent odpada. Wyzwania z konkretnym celem, deadlinem i nagrodą kończą się inaczej. Około 88 procent osób które zaczynają wirtualne wyzwanie, kończy je. Dlaczego tak duża różnica? Bo masz cel. Widzisz postęp. Wiesz ile zostało. Medal czeka. Mózg uwielbia zamykać otwarte pętle. Rozpoczęte wyzwanie to otwarta pętla którą chcesz zamknąć.
Jak to wygląda w Racethon
Wybierasz wyzwanie. Krótki dystans na start, dłuższy kiedy poczujesz się pewniej. Biegniesz w swoim tempie. W swoim miejscu. W swoim czasie. Każdy kilometr loguje się w aplikacji. Widzisz postęp na mapie wyzwania. Pasek się wypełnia. Nie ma limitu czasu. Nie ma minimalnego tempa. Nie ma tablicy wyników która porównuje Cię z innymi. Kiedy skończysz, dostajesz medal. Prawdziwy, fizyczny medal. Możesz go powiesić na ścianie, pokazać komuś, albo po prostu wiedzieć że tam jest. Nie jest udawany. Te kilometry naprawdę istnieją. Medal to potwierdza.